Witaj u mnie

Cieszę się, że tu jesteś! 

Najnowsze posty z mojego świata

Komentuję rzeczywistość. Komentuję to, co widzę i to, co słyszę. 

O dziurach w ścianie i nie tylko

Strawestuję Bareję: “Wiesz, co robią te dziury? One odpowiadają żywotnym potrzebom tego domu. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić.”

No ale się przyczepił. Moja prywatna służba bezpieczeństwa, lat 28, wpadła mi do domu i zarządziła: “No zrób coś wreszcie z tymi dziurami! Kiedyś to byś od razu zrobiła z tym porządek! Zaszpachluj, pomaluj. I ściana ci pęka na górze.” Et caetera.

Poczułam się stara i zniedołężniała. Bo kiedyś to ho, ho, zaraz by wszystko było piękne, białe i nieskazitelne.

Zanim się jednak pogrążyłam w kontemplacji nieuchronnego schyłku mojego życia, przypomniała mi się lekcja z moim francuskim studentem, lat 26, z którym rozmawialiśmy o wieku emerytalnym i on, w swej młodzieńczej naiwności, stwierdził, że ja muszę mieć jeszcze dużo lat do emerytury. Informację, że tylko cztery, przyjął z uroczym niedowierzaniem. Zwalam to na karb jego ewidentnej młodości i niedoświadczenia.

Przypomniało mi się też, jak mój przyjaciel widząc mnie na FaceTimie, zakrzyknął radośnie: “Beti, wyglądasz najwyżej na 45 lat”, co mnie skonfundowało w drugą stronę, bo czuję się na 35.

Tak czy siak, od razu zakupiłam szpachlę, białą farbę i spray na pleśń do łazienki. Z córeczką lepiej nie zadzierać, przyjedzie i skontroluje, jakby co - będę gotowa.

Chociaż te dziury, jak wiadomo, to nie jest moje ostatnie słowo. Podobnie jak dr House, lubię bawić się wiertarką.

Notabene, najmłodsza progenitura też idzie w stronę kontrolująco-opresyjną i tylko średnia ma mój charakter pasikonika bezmyślnie i beztrosko hasającego po łące. Jak się te geny dziwnie układają czasami.

Tak że ten. Życzę wam, mróweczki i pasikoniki, gładkich ścian i beztroskiego wieczoru!

Albo wieczora, jak kto woli, obie formy są poprawne.